poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 16

Za 20 min. byłyśmy u mnie w mieszkaniu. Wiedziałam, że muszę zadzwonić do rodziców. Nie chciałam zwlekać, więc postanowiłam zadzwonić od razu. Wybrałam numer mamy. Był sygnał serce waliło mi jak opętane.
- Halo?
- Hej mamo. Jesteście już w domu?
- Tak, właśnie wracamy i wiemy, że jesteś w Polsce.
- O...
- Nic nie szkodzi. Rozumiem twoją sytuację.
- Serio? - byłam zdziwiona.
- Tak i stwierdziłam wraz z tatą, że możesz zostać w Polsce. Do świąt.
- Na prawdę? Ale się cieszę.
- Tak. Bo i tak na święta przylatujemy, a po nich zabieramy Cię z powrotem.
- Dzięki mamuś jesteś kochana.
- Wiem.
- Pozdrów tatę i ucałuj.
- Ok. Kończę pa słońce.
- Pa mamo. - i rozłączyłam się. Na prawdę byłam zdziwiona, że mama pozwoliła mi zostać w Polsce. Strasznie się cieszyłam. Postanowiłam przygotować Magdzie wolne półki. Od razu zaczęła się rozpakowywać. Była już jesień, ale było naprawdę ciepło. Wyszłam na balkon. Spojrzałam na panoramę Warszawy. Łzy spłynęły mi po policzkach. Naprawdę cieszyłam się, że wróciłam do Polski. Nie pozwolę, aby rodzice na nowo zabrali mnie do Londynu. To tu się wychowałam. To tutaj są moim znajomi. Właśnie! Muszę się z nimi zobaczyć. Pobiegłam do Magdy.
- Mam pomysł!
- Hehe...U Ciebie nic nowego.
- Bardzo śmieszne.
- No co?
- Niiic.
- Hehe. No dobra, mów jaki to ten kolejny WSPANIAŁY pomysł.
- Wspaniały, wspaniały...
- No dobra zrozumiałam. Ale jaki ten pomysł.
- O...sorka.
- No dawaj już.
- Mieszkanie jest wolne.
- Nooo....?
- Może urządzimy domówkę?
- Świetny pomysł! 
- Mówiłam.
- Hehe...No dobra. To kiedy?
- Dziś?
- Dziś?
- Nom. Wszystko zorganizujemy.
- Jasne...
- Wątpisz w nas?
- Słucham? Nigdy w nas nie zwątpiłam.
- Lubię ten twój potencjał. - oznajmiłam Magdzie
- Hehe. ok to jaki plan?
- Ja się zajmę listą, a ty skombinuj muzykę.
- Ok. 
Obydwie zabrałyśmy się do swoich prac. Magda szybko weszła w neta i za 2 godziny miałyśmy już wszystkie hity. W tym czasie weszłam na Facebooka. Nie wiedziałam kogo mam zaprosić. Mieszkanie jest duże, więc mogę zaprosić ze 20 osób. Za 15 minut miałam pełną listę osób.
- I co skończyłaś? zapytała zaciekawiona Magda.
- Oczywiście.
- I o to chodzi.
- Hehe.
- No to... do wiem się z kim będę miała zaszczyt się bawić?
- Ależ naturalnie. Nasza lista na dzisiejszy wieczór to: Anita, Sylwia, Justyna, Ala, Natalia, Klaudia, Aneta, Wiktoria, Ada, Agnieszka, Adrian, Dawid, Dominik, Wiktor, Grzesiek, Filip, Paweł, Hubert, Jacek, Michał...Czy o kimś zapomniałam?
- Y...tak?
- O kim?
- A my?
- Hehe i my.
- No i teraz ok.
- A ile osób potwierdziło przybycie. Prawie wszyscy, a i Justyna z Sylwią przyjdą z partnerami. 
- O...
- Nom...
- A kto nie potwierdził przybycia?
- Wszyscy oprócz...
- Oprócz...?
- Chwila...Jednak już wszyscy. Przyjdzie wszystkie 22 osoby. Łącznie z nami będzie nas 24.
- Miałaś zaprosić 20 osób, a nie 22...Hehe
- Zaprosiłam 20...
- To jak ty policzyłaś?
- Dobrze.
- Nie rozumiem.
- No 20 osób zaprosiłam. Nie moja wina, że 2 dziewczyny przyjdą z osobami towarzyszącymi.
- A...! Teraz rozumiem.
- Hehe...A mam pytanko...
- Nom?
- Nie wiesz...czy...ten...no...Dawid...ym...
- Czy jest wolny? O to Ci chodziło?
- Co nie...?
- Natalia?
- No dobra? To wiesz czy wolny?
- Nie jestem pewna w 100%, ale prawdopodobnie tak.
- SUPE...uuuu...aa....m...r wyglądasz naprawdę...
- Hahahaha. Myślisz, że ukryjesz przede mną to, że on Ci sie podoba?
- Ym...Tak?
- Hehe...A jednak nie...
- Dobra...Zakochałam się ok?
- Wiedziałam!
- Ale skończmy temat. Musimy jeszcze zrobić zakupy i wypożyczyć jakiś horror.
- Czekaj...
- Co?
- Zakochałaś się i nic mi nie powiedziałaś?
- Prosiłam skończmy temat.
- Ale nie o to mi chodzi.
- To o co?
- Kiedy miałaś do czynienia z super sławnymi osobami takimi jak Harry czy Zayn to cały czas zakochana byłaś w Dawidzie.
- Prosiłam Cię, abyś nie przypominała mi o wydarzeniach z Londynu.
- Ups...Przepraszam.
- Spoko. I tak byłam w nim zakochana czy coś w tym złego?
- Nie...Tylko dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam?
- Ale już wiesz...Idziemy do sklepu?
- Jasne. 
Ubrałyśmy się i wyszłyśmy do pobliskiego supermarketu. Zanim wszystko kupiłyśmy minęła godzina. Wróciłyśmy do domu. Była godzina 18. Impreza miała się zacząć o 19.30. Miałyśmy półtorej godziny na naszykowanie siebie i całej imprezy. W 45 minut. Ogarnęłyśmy mieszkanie i naszykowałyśmy mieszkanie. Przez następne 30 minut naszykowałyśmy się wyglądałyśmy bosko. Do imprezy zostało 15 minut.
- I co będziemy robić przez 15 minut? Czekać? - zapytała Magda
- O nie...
- Co?
- A film?
- O jeju...!
- Właśnie.
- I co teraz?
- Wiem zaczekaj tu...W razie co jakby ktoś przyszedł, a ja pobiegnę po film.
- Dobra. - i wybiegłam. Za chwilę była już na miejscu, gdyż wypożyczalnia znajdowała się nie daleko od mojego bloku. O 19.25 byłam z powrotem w mieszkaniu. Nikogo jeszcze nie było. 
- Hej jestem. Nikogo nie ma?
- Hej. Nie jeszcze nie. Trochę dziwne.
- Właśnie.
- Oj tam zarz przyjdą co wypożyczyłaś?
- "Paranormal Activity 4"
- O...Świetnie. - nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Podeszłam do wizjera. Za drzwiami stali wszyscy goście. Otworzyłam im drzwi. Wiedziałam, że to będzie najlepsza domówka ze wszystkich domówek na świecie.

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 15

Przestraszyłam się krzyku. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Magdę, która rzuciła torbę na podłogę i stała jak wryta.
- Heeeej.
- He....ej...Co ty tu robisz? - i podbiegła i przytuliła mnie.
- A wróciłam.
- Na stałe?
- Nie wiem...Może...
- Aaaa....Jak się cieszę...
- Powiedziałam może.
- Oj tam takie może to...A...tak się cieszę.
- Ja też, ale trochę to poplątane...
- Jak poplątane?
- Zaraz Ci wszystko opowiem, ale mogłabyś drzwi zamknąć.
- Jasne. - zamknęła drzwi - no to opowiadaj.
- A więc tak...- i opowiedziałam Magdzie całą historie...Nie wiedziała co o tym myśleć.
- Poznałaś Harry'ego i na dodatek Zayn'a?
- Nom.
- Ale fajnie, ale już nienawidzę tej Kim. Jak ona mogła tak nazmyślać?
- Ja nie wiem właśnie.
- Ale dlaczego ona Cię tak nie lubi?
- Jak ona mi to powiedziała "Odebrałam jej Harry'ego".
- Odebrałaś jej Harry'ego?
- Pogięło Cię. Nie zabieram nikomu faceta nawet takie żmii jak Kim. A po drugie Kim nie była z Harry'm.
- Co? nie ogarniam tej laski.
- Ja też nie i nie wiem kiedy mogło jej się tak w głowie poprzewracać. Odkąd byłam w Londynie spotykało mnie wszystko co złe.
- Wszystko co złe? Poznałaś Harry'ego. Spodobałaś się mu. Śpiewał dla Ciebie piosenkę i jeszcze Zayn. I to, to wszystko nic?
- Ale wiesz, gdybym nie poznała Harry'ego, nie byłoby wszystkich incydentów z Kim.
- Ale jakbyś go nie poznała to byś to nie zaśpiewał by Ci piosenki.
- Taka piosenka...Przeprosinowa wolałabym jej nie usłyszeć.
- Niby czemu?
- Bo to piosenka przeprosinowa. Przepraszał mnie. Czyli musiał w czymś zawinić i jednocześnie mnie zranić.
- No może masz racje. Ale...a Zayn?
- No dobra, to jedyne co mnie dobrego spotkało w Londynie, a i Nicole.
- Kto to?
- Taka dziewczyna, na prawdę ok.
- Mam nadzieję, że nie zastąpisz sobie nią mnie.
- Żartujesz? Oczywiście, że nie. - Długo jeszcze rozmawiałyśmy.
- Ale wiesz... - nie wiedziała, jak zacząć - jest coś o czym o czym Ci nie powiedziałam.
- No dawaj.
- Bo...ja...z tego Londynu..to ten...no uciekłam.
- UCIEKŁAŚ?
- Ciiii...Cicho.
- A sorka. To rodzicie nie wiedzą, że tu jesteś? 
- Oni są w Niemczech, a ja zostawiłam im kartkę.
- Wiesz że Ci sie dostanie?
- Wiem, ale nie mogłam wytrzymać. Czy mogłabyś dzisiaj u mnie spać?
- Nie wiem.
- Przepraszam, ale...- do pokoju weszła mama Magdy. - podsłuchałam waszą rozmowę. Uciekłaś z Londynu?
- Mamo...!
- Magda, poczekaj. tak uciekłam. To długa historia...- i zaczęłam w ogromnym skrócie opowiadać co się wydarzyło.
- Rozumiem i Magda może na razie u Ciebie spać, ale wiesz, że muszę zadzwonić do twoich rodziców.
- Niestety wiem.
- To dobrze. No a teraz Magda pakuj się i zmykajcie do Natalii, zanim Wojtek się obudzi i będzie chciał iść z wami. 
- Dzięki mamuś - Magda szybko się spakowała i wyszłyśmy, a Wojtek nadal spal jak aniołek. 

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 14

     Siedziałam obok okna i wpatrywała się w okno, przez które widać było cały Londyn. Łzy napłynęły mi do oczu, a za chwilę spłynęły po policzkach. A jeszcze miesiąc temu, cieszyłam się, że przeprowadzę się do Londynu i być może poznam mego idola. Teraz żałuje tego wszystkiego. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam, co mnie czeka. Lot minął bardzo szybko. Oczywiście cały czas płacząc. Wysiadłam z samolotu. Wsiadłam w taksówkę i poprosiłam aby taksówkarz zaczął kierować się w stronę ulicy, na której mieszkam.   Kiedy jechałam cały czas wpatrywałam się za okno. Widziałam piękna Warszawę. Cieszyłam się, że tu jestem. Wiedziałam, że potem dostanę ochrzan od rodziców, że sama do Polski wróciłam, ale nie mogłam nawet minuty dłużej pozostać w Londynie. Za dużo osób mnie tam skrzywdziło. Taksówka podjechała pod mój blok. Wzięłam walizkę i podeszłam do drzwi. Chciało mi się płakać, choć nie byłam w tym miejscu tylko miesiąc. Weszłam na klatkę schodową. Mieszkałam na 5 piątym piętrze, więc podeszłam do windy i czekałam, aż nadjedzie. Za chwilę stałam przed naszym mieszkaniem. Wyciągnęłam klucze. Weszłam. To było takie cudowne. Tak strasznie tęskniłam za tym miejscem. Rzuciłam walizkę i wyszłam na balkon. Ujrzałam ten sam park co kiedyś...Jedynie na środku powstała mała fontanna...Stwierdziłam, że zrobię Magdzie niespodziankę. W drodze do metra zaszłam do naszej ulubionej kawiarni i kupiłam dwie kremówki. Chwilę oczywiście, porozmawiałam z panią Enkler czyli właścicielką danej kawiarni. Bardzo lubię z Magdą tą panią, można powiedzieć, jesteśmy jej stałymi klientkami i dobrymi "koleżankami". Weszłam do metra i za chwilę byłam na Wilanowie. Byłam już przed drzwiami do mieszkania Magdy. Zadzwoniłam dzwonkiem. Usłyszałam małego Wojtka.
- Mamooooo! Ja otworzę.! - i Wojtek podbiegł do drzwi. - Aaaaaa.! 
- Co się stało Wojtek? - mama Magdy podbiegła do Wojtka cała zachlapana jakimś sosem. Najwyraźniej przygotowywała obiad. - Natalia? Co tu robisz?
- Dzień dobry proszę pani.
- Dzień dobry. Ale ty nie powinnaś być w Londynie?
- O długa historia. Zastałam Magdę?
- Niestety jeszcze nie, ale powinna zaraz być. Może wejdziesz?
- Dobrze, wejdę. - weszłam do mieszkania.
- Wejdź do Magdy do pokoju. Może napijesz się herbaty.
- Chętnie. Dziękuję bardzo.
- Z cytryną jak kiedyś?
- Tak. Widzę, że pamięta pani. - uśmiechnęłam się, a mama Magdy odwzajemniła uśmiech. Usiadłam u Magdy na łóżku. Kremówki postawiłam na nocnej szafce. Spojrzałam na ścianę, która zazwyczaj zawsze była pusta. Tym razem na środku był wielki napis "Na zawsze razem", a wokół zdjęcia moje, Magdy, nasze wspólne, znalazły się także zdjęcia z Wojtkiem. Nagle ujrzałam zdjęcie z pewnych wakacji. Miałyśmy wtedy 7 lat. Byłam razem z Magdą i jej rodzicami w małej miejscowości na ich działce. Poszłyśmy z Magdą same na pobliską łąkę. Bawiłyśmy się w księżniczki. Miałyśmy na Sobie kolorowe sukienki, ale niestety nie miałyśmy bukietów. Więc zaczęłyśmy zbierać kwiatki. Nagle Magda sobie przypomniała, gdzie rosną najpiękniejsze kwiaty i jak najszybciej pobiegłyśmy przed Siebie po nie. Magda powiedziała, że najpierw trzeba ominąć brzozowy lasek i dojdziemy do innej łąki, na której właśnie miały rosnąć te kwiaty. Ale jak ominęłyśmy las brzozowy nie było żadnej łąki, lecz pole. Musiałyśmy się zgubić i nie mogłyśmy z powrotem trafić do domu. Za chwilę zaczął padać deszcz. Do domu dotarłyśmy wieczorem. Byłyśmy głodne, przemarznięte i mokre od deszczu. I właśnie to zdjęcie ukazywało nas w takiej postaci. Inne zdjęcie ukazywało nas jak się śmiałyśmy ponieważ pewnego dnia kiedy w podstawówce, bodajże w klasie szóstej szłyśmy na w-f przez dwór. A na ławce siedział ksiądz, który właśnie miał  dyżur. Przechodząc obok niego powiedziałam "niech będzie pochwalony Jezus Chrystus" i czekałam jak ksiądz mi odpowie. Zamiast tego usłyszałam głos Magdy "Na wieki, wieków amen" Wtedy zaczęłyśmy się strasznie śmiać, a taka Anita zrobiła nam zdjęcie telefonem. Tylko ksiądz patrzył się na nas, jak na jakieś wariatki. To zdjęcie jest jedno z moich ulubionych. Kolejne zdjęcie, które zwróciło moją uwagę było wraz z Wojtkiem. Kiedy mały brat Magdy się urodził, byłam pod opieką taty Magdy i razem z jej tatą i nią musiałam jechać do szpitala jak urodził się mały Wojtek. Trzymałam Wojtka na rękach jako czwarta. Bo oczywiście pierwsza była mama Magdy, drugi tata, trzecia Magda, a ja czwarta, od tamtej pory uważa się mnie jako członka rodziny. Jest to moje pierwsze i najlepsze zdjęcie z Wojtkiem, kiedy trzymam go na rękach. Najśmieszniejsze było to, że kiedy Magda bądź jej rodzice trzymali Wojtka, ten płakał, kiedy ja go trzymałam przestał płakać, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Stwierdzili, że będę świetnie nadawała się jako niania dla Wojtka. Mogłabym wspominać wszystkie chwile, przedstawione na zdjęciach, gdyby nie krzyk, który mnie otrząsnął. 

Od Mrs.Styles czyli mnie :D
Ten rozdział nie jest interesujący, chciałam go poświęcić mojej przyjaciółce. I naszym przeżyciom, oczywiście nie wszystkie stąd są prawdziwe. Mogę podpowiedzieć, że historia z księdzem przydarzyła się na prawdę.  :)

Rozdział 13


Obudziłam się rano. Rodzice wyjechali do Niemiec w sprawach służbowych. Nie chciałam iść do szkoły. Wiedziałam, że Harry nie da mi spokoju, a ja przez najbliższe dni nie miałam ochoty go oglądać, a jeszcze bardziej rozmawiać. Okryłam się kołdrą i zeszłam na dół włączyć TV. Od czasu kiedy tu mieszkam nie oglądałam TV, nie wiedziałam, które programy, bądź seriale są fajne. W końcu zostawiłam na jakimś serialu. Leciał 1 odcinek. Oczywiście powtórka 1 sezonu. 2 miał ukazać się pod koniec jutrzejszego dnia. A teraz leciały wszystkie odcinki 1 sezonu. Serial był generalnie o miłości. Nie był zły. Ale kiedy leciał 4 odcinek strasznie się wkręciłam i jednego dnia obejrzałam wszystkie odcinki. Nie które na komputerze. Przy ostatnim odcinku zadzwonił dzwonek do drzwi. Akurat leciał bardzo smutny moment, więc do drzwi podeszłam z łzami w oczach.
- Słucham.
- Ty płaczesz. - oznajmiła znana mi osoba, spojrzałam w górę. Miałam najgorsze przeczucia że to Harry. Ku mojemu zdziwieniu to był Zayn. 
- Zayn? 
- y..Tak?
- Co ty tutaj robisz?
- Szczerze.?
- No..
- Harry mnie tu przysłał.
- Niby po co? Znaczy fajnie, że wpadłeś, ale po co Harry Cię przysłał.
- Abym z Tobą pogadał. No wiesz o tych ostatnich incydentach, a wiedział, że nie będziesz chciała z nim gadać.
- No nie mylił się...
- Dlatego właśnie tu jestem.
- A czemu płaczesz?
- Oglądałam coś i jakoś tak...
- Hehe..Fajne kapcie - i znowu komplement o moich kapciach pandy.
- Dzięki, nie pierwszy mi to mówisz.
- Hehe widzisz...Faceci lecą na ładne laski w kapciach. - zarumieniłam się. - Mogę wejść.? - otrząsnęłam się.
- Y..Tak jasne wejdź. 
- A i niezła piżamka. - uśmiechnął się.
- Ojeju. Przepraszam Cię. Już lecę się ubrać.
- Hehe nie trzeba. Wyglądasz w niej słodko. - czy on próbował mnie poderwać? Czy po prostu chciał być miły?
- Dzięki, ale ubiorę się, bo będzie mi niezręcznie.
- Jak chcesz.
- Ok to 5 min.
- Czekam. - uśmiechnął się, a ja pobiegłam na górę. Szybko się ubrałam w ulubiona sukienkę, bo było gorąco. Zeszłam na dół. Cały czas zastanawiałam się o czym mam rozmawiać z Zayn'em, jakoś nie wiedziałam. Byłam na dole. Moim oczom ukazał się dom. Pusty dom. A gdzie Zayn? Przestraszyłam się. Czy to mogła być kolejna zemsta Kim? Nie...A może..? Nie chciałam o tym myśleć. Zaczęłam go szukać. Nigdzie go nie było. Wpadłam w panikę. Usiadłam na krześle i podparłam się o stół. A może wyszedł na zewnątrz? Kiedy zbliżyłam się do drzwi usłyszałam straszny dżwięk i zemdlałam.
Nie wiem po jakim czasie się obudziłam. Leżałam w salonie na kanapie a na de mną stał Zayn.
- Przepraszam.
- Ale mnie głowa boli. Za co przepraszasz?
- Za nastraszenie Cię.
- Nic się nie stało. Usiadłam i objęłam kolana obiema rękami. - Zayn usiadł obok mnie. Spojrzałam się na niego, a on na mnie. Wpatrywałam się w jego piękne brązowe oczy. A on najwyraźniej moje. Ta chwila była piękna mogła trwać wiecznie gdyby nie telefon. Szybko się oderwałam i odebrałam.
- Halo?
- Hej skarbie. - usłyszałam głos mamy. - Tak myślałam, że skończyłaś już szkołę.
- y..No tak.
- Chciałam sprawdzić po prostu czy wszystko dobrze.
- Wszystko ok.
- To dobrze. Wracam z tatą za dwa dni. Wytrzymasz?
- Jasne mamo. Nie jestem już małą dziewczynką.
- No wiem...ale...uważaj na siebie.
- Dobrze, mamo nie martw się
- No dobrze. O tata wrócił muszę kończyć. Trzymaj się kochanie.
- No pa mamo. - rozłączyłam się. 
- Mama  dzwoniła. - oznajmiłam Zayn'owi.
- Tak myślałem. - uśmiechnął się, a jego śnieżno- białe zęby, zalśniły.
- To o czym chciałeś ze mną pogadać? - usiadłam obok niego, a jego oczy szły za mną jak jakaś kamera. Zayn nie odpowiedział. Ciekawe o czym myślał. - Halo?
- Przepraszam. Masz piękne oczy. - znowu się zarumieniłam. Musiałam mu się spodobać. Kurde, podobam się dwóm chłopakom z One Direction. 
- Dziękuję. To o czym chciałeś pogadać?
- O tym co zaszło między tobą a Harry'm. 
- A konkretniej.?
- Przyszedłem tu, aby Cię przeprosić za Harry'ego, bo nie dałaś mu szansy na wyjaśnienia.
- Ale on zostawił mnie w momencie kiedy najbardziej go potrzebowałam.
- A czy ty na jego miejscu nie byłabyś zła.
- Nie wiem prawdopodobnie byłabym.
- No właśnie
- Ale...Ja nie wiem jak o tym wszystkiemu mu powiedzieć.
- Zrobimy tak : Powiem Harry'emu, że Cię przekonałem do spotkania, ale nic nie jest jeszcze na 100% pewne. On przyjdzie i resztę załatwisz sama.
- Wydaje się ok. No dobra zróbmy tak.
- Ok, ale ja juć muszę lecieć.
- Ok., odprowadzę Cię. - i wyszłam z Zayn'em przed dom. - Dzięki, że wpadłeś. 
- Nie ma sprawy
- Może kiedyś jeszcze wpadniesz...
- Na pewno. - i uśmiechnął się ,a ja odwzajemniłam ten uśmiech.
- To do zobaczenia. - Zayn przybliżył się i mnie pocałował. Byłam w szoku, ale odwzajemniłam pocałunek, który przeobraził się w namiętny pocałunek.
- To pa. - Powiedziałam za chwilę. Zayn wsiadł do samochodu, puścił mi oczko i pojechał. Weszłam do domu i usiadłam na fotel. Zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego Zayn mnie pocałował? Dlaczego ja go nie odepchnęłam, tylko odwzajemniłam ten pocałunek. Przecież to nie mogło się od tak sobie zrobić. A może on chciał dać mi zwykłego buziaka, a ja przekształciłam to w jeden namiętny pocałunek...Nie...To niemożliwe, przecież ja jestem zakochana w Harry'm. Wtedy pierwszy raz sama przed sobą się przyznałam, co do moich uczuć do Harry'ego. Jak ja mogłam go tak potraktować. Jestem okropna. Tyle myśli w jednej głowie. Nie mogłam tego wytrzymać, więc postanowiłam włączyć sobie telewizor. Leciały wiadomości. Postanowiłam je obejrzeć, jednak był to błąd. 
- Witam wszystkich. - zaczynał prezenter. - Ostatnio w Londynie dochodzi do wielu wandalizmów. Pisanie po ścianach mostów, bloków. Niestety dzisiaj doszło do wielkiego wandalizmu. Pomalowano jedną z głównych ścian pałacu królewskiego. Królowa jest oburzona. Od razu zatrudniła więcej strażników miejskich jak i zamkowych. Jedyną świadkiem tego zdarzenia jest panna Kim Paterson, która jako pierwsza poinformowała Królową o całym zajściu. 
- Dzień dobry. - powiedziała Kim
- Czyli to ty jesteś świadkiem całego tego zdarzenia?
- Niestety tak..
- czy umiała bym pani rozpoznać tą osobę.
- Oczywiście, że tak. Znam tą osobę bardzo dobrze. Mogę podać nawet imię i nazwisko, jeżeli się nie mylę, ale ja nigdy się nie mylę.
- Proszę.
- To Natalia *******. Uczy się ze mną w jednym liceum. Od nie dawna jest ze mną w jednej klasie, gdyż przeprowadziła się z Polski. - Co? to o mnie miała być mowa.? Przecież ja nic nie zrobiłam.
- Czy wie może pani dlaczego mogłaby to uczynić.
- Od samego początku pobytu w naszym mieście, była wrogo nastawiona do tego miejsca, gdyż była wściekła na rodziców za to, że opuścili Polskę.
- Dziękujemy bardzo. Przed państwem wystąpiła panna Kim Paterson. Śledztwo w sprawie farby na ścianie zamku już trwa. Więcej informacji o godzinie 19. Życzę państwu miłego po południa. Do zobaczenia - Byłam w szoku. Ja nic nie zrobiłam. Byłam niewinna. Zaczęłam płakać. Nie będę tego znosić...Kolejnego wybryku Kim. Nie wytrzymam z nią. Pobiegłam na górę złapałam torbę, wrzuciłam do niej parę ciuchów, napisałam rodzicom kartkę z wyjaśnieniami i wyszłam. Po 40 minutach byłam już w samolocie do Polski.

Rozdział 12


Byłam zła. Szłam przed Siebie, nie chciałam aby ktokolwiek ze mną rozmawiał.
- Natalia...zaczekaj!
- Co?
- Nie pokazujemy tego Harry'emu?
- Jak chcesz to mu pokazuj. Jeżeli był by moim przyjacielem, albo kimś więcej to by mi od razu uwierzył. Za taką przyjaźń to ja dziękuję. - wzięłam torbę i poszłam. Wracałam sama. Kiedy ktoś ze szkoły mnie mijał. Rzucał obelgi typu "Wraca z polowania" itp. Ale nie zwracałam na to uwagi. Olewałam to i szłam dalej. Doszłam do domu. Rodzice byli w pracy. Poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam torbę na krzesło i położyłam się na łóżko. Łzy poleciały mi po policzkach.
- Nienawidzę. Nienawidzę tego świata. - zastanawiałam się wiele razy czy warto jeszcze żyć...Ale nie odbiorę sobie życia ze względu na rodziców, Nicole, Magdę i oczywiście Wojtka. Płakałam. Dochodziła godzina 17. Włączyłam laptopa i weszłam na Twittera. Na mojej tablicy znowu pojawiły się posty typu "Nasz łowca, wraca do polowań" Na szczęście było ich mniej. Ale i tak nie mogłam patrzeć na te bzdury w necie. Postanowiłam sprawdzić pocztę. Miałam 4 nowe wiadomości. 2 spamy. Jeden od Magdy, że nie będziemy mogły pogadać w niedziele i prosi o rozmowę w sobotę o 18. Odpisałam "ok" . Kolejna wiadomość była od Harry'ego. Zdziwiłam się. A o to treść e-maila.
Natalia.
Przepraszam Cię, że Ci nie uwierzyłem, ale miałem mętlik w głowie.
Teraz, kiedy Nicole pokazała mi filmik, który nagrała, jestem pod
wielkim wrażeniem, że umiałaś Kim wszystko wygarnąć...
Chciałbym, abyś mi wybaczyła i żebyśmy zaczęli wszystko od nowa.
Mam nadzieję, ogromną, że mi wybaczysz i będziemy szczęśliwi...
A łańcuszek, który Ci podarowałem jest od Harry'ego...
Zwykłego chłopaka, który także popełnia błędy...
Mam nadzieję, że mi wybaczysz... :)
Harry
Nie, nie wybaczę mu. Wiem, że jest zwykłym chłopakiem, który może popełniać błędy, jak każdy. Ale uważałam go za swojego przyjaciela. A przyjaciele są na dobre i złe. A on udawał jakbym mu była zawsze obojętna. Miałam mętlik w głowie. Byłam taka zła, że musiałam wyjść na balkon się przewietrzyć. Oparłam ramiona na barierce, głowę spuściłam swobodnie i zaczęłam myśleć. Tak konkretnie to nie wiedziała o czym. Po prostu stałam w ciszy. Podniosłam głowę i zobaczyłam piękną panoramę miasta przy zachodzącym słońcu. Zamknęłam oczy. Mogłam zapomnieć o wszystkim. Jakbym dostała nowe życie. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie, kiedy nagle usłyszałam głos gitary. Spojrzałam w dół. Harry stał z gitarą w ręku i śpiewał piosenkę "Little Things" z ich nowego albumu "Take me home" . Każda dziewczyna stwierdziła była, że to piękne i romantyczne. ja prawdopodobnie też, ale przez to co zrobił mi Harry. Nie umiałam powiedzieć, żeby to było coś specjalnego. Harry skończył śpiewać i powiedział.
- Wybaczysz mi?
- I co myślisz, że jak tu przyjdziesz i zaśpiewasz mi piosenkę to będzie wszystko OK?
- Yyy...Tak
- No to niestety się mylisz. zawiodłam się na tobie. Myślałam, że mogę na Ciebie liczyć. Że jesteśmy na dobre i na złe.
- Jesteśmy.
- Nie nie jesteśmy. Najbardziej potrzebowałam Cię wtedy kiedy Kim rozpuściła w szkolę to okropną plotkę, a ty zamiast mnie wesprzeć, pomóc, pocieszyć, odkręciłeś się ode mnie...
- No wiem. przepraszam.
- Nie jestem w stanie Ci wybaczyć.
- Przemyśl to...
- Przemyślałam...
- Natalia?
- Nie wybaczę Ci...Nie byłabym w stanie...- zdjęłam z ręki łańcuszek. - przywoływał by złe wspomnienia...- i rzuciłam mu łańcuszek.
- Ale...
- Pa, Harry. - weszłam do pokoju. Nie zamknęłam balkonu. Oparłam się o ścianę, zsunęłam na podłogę, twarz schowałam w dłoniach i zaczęłam płakać. Słyszałam przez drzwi jak Harry krzyczy i się wścieka. Wstałam, zza firanki spojrzałam na Harry'ego, który chodził w tą i z powrotem, z gitara w ręku. Nagle przyśpieszył krok i uderzył swoją ukochaną gitarą o drzewo. Krzyknęłam. Spojrzał się, więc szybko się schowałam. Gitara leżała na moim podwórku w kilkunastu kawałkach. Pod mój dom podjechał samochód, w którym siedziała Kim. Najwyraźniej chciała go podwieźć, ale on odmówił jej i zaczął na nią krzyczeć. Widać było, że Kim się zdenerwowała i odjechała. Za chwilę podjechał Zayn i zabrał Harry'ego. Położyłam się na łóżku i myślałam. Nie wiedziałam kiedy. Usnęłam

Rozdział 11


Obudziła się rano. Była 5:23 bardzo dobrze, bo wczoraj się nie umyłam, a przecież dzisiaj idę do szkoły. Co prawda nie mam najmniejszej ochoty. Kiedy byłam w pełni gotowa do szkoły, była godzina 7:12. Postanowiła wcześniej wyjść z domu do szkoły. Abym potem nie musiała słuchać więcej obelg na mój temat. Godzina 7:25 byłam w szkole. Pierwsza lekcja czyli matematyka miała się zacząć za 30 min. Usiadłam sobie na ławce, gdzie poznałam się z Nicole. Zamknęłam oczy i myślałam. Niby dlaczego ta Kim tak mnie nienawidzi...Bardzo długo myślałam, kiedy usłyszałam dzwonek na lekcje. Idąc w stronę sali, nie obeszło się bez słów typu "Kto następny?" "Skończ to Twoje polowanie". Rzucano we mnie różnymi papierkami. Miałam ochotę się popłakać i uciec od tego wszystkiego. Weszłam do sali zaraz po Kim. Usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze, a Harry razem z Kim. Tak myślałam kto chciałby siąść z kimś kto "poluje" na ludzi. Zaczęła się lekcja. Była strasznie nudna. Z chęcią bym usnęła. Ale źle by się to dla mnie skończyło. Nagle, nie wiem kiedy Kim zsunęła się z krzesełka. Zemdlała. Harry od razu zerwał się z miejsca i zaczął wołać.
- Kim?! Kim?! Co pan tak stoi.. Niech pan dzwoni na pogotowie. Za chwilę przyjechała karetka i zabrała Kim do pobliskiego szpitala. Za chwilę był dzwonek na przerwę. Harry wyszedł na dwór, a ja zaraz za nim. Poszedł w stronę ławki, na której nikt nigdy nie siada. Zatrzymał się przy niej i usiadł. Usiadłam obok niego.
- Mówiłem. Zapomnij! Nie mam zamiaru być twoją kolejną ofiarą.
- Ale...Ja nigdy nie miałam żadnej jak wy to nazywacie "ofiary". To wszystko jest zmyślone.
- Ta...Jasne...
- Na prawdę.
- To co niby się z tobą działo przez te dni?
- Po mam mówić jak ty mi nie uwierzysz.
- Możliwe, ale tłumacz się.
- To wszystko wina Kim. 
- Już to słyszałem i nie wierze. Niby co przez nią.
- To długa historia...Wszystko zaczęło się od tego, że tego dnia kiedy pokazywałeś mi miasto, wracając do domu ktoś mnie napadł. Obudziłam się w starym magazynie. Zaatakował mnie facet, który pracował właśnie dla Kim. Za chwilę przyszła i Kim, i wytłumaczyła mi dlaczego zostałam...jakby to określić "porwana". 
- No i niby czemu Cię porwała?
- Ponieważ, kiedy doszłam do waszej szkoły, podobno chodziłeś z Kim...
- Co? Nigdy z nią nie chodziłem. 
- No, tak mi powiedziała...
- A co dalej?
- I podobno przez to, że doszłam to Ty zerwałeś z nią dla mnie i była wściekła.
- Co? Ona na pewno nie zrobiłaby czegoś takiego...
- A jednak...
- Może i Cię porwała, ale tylko dlatego by mnie chronić i powiedzieć wszystkim prawdę o Tobie...
- Ale ja taka nie jestem. Ona kłamała...
- Kim..? Może i tak, ale mnie nigdy... - wstał i poszedł sobie. Miałam ochotę znów płakać. Ale musiałam jeszcze z Nicole ustalić plan działania. Na pierwszej lekcji była u dentysty. Nie miała matmy, najlepsze co może być. Weszłam do szkoły i usiadłam na mojej i Nicole ławce. Ona już tam siedziała. 
- Hej.
- Hej. - odpowiedziała.
- Nic nie wymyśliłam, a ty?
- A wiesz, że tak.
- Serio...? Nawijaj.
- Otóż, zrobimy tak. Po lekcjach podejdziesz do Kim i zaczniesz z nią rozmawiać na temat czemu Cię porwała i dlaczego rozpuściła takie plotki na twój temat. Ja się ukryję i nakręcę telefonem, całe zajście i pokażemy Harry'emu. 
- Proste.
- No właśnie, więc wszystko powinno pójść po naszej myśli. - uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłam. Poszłyśmy na lekcje. Kim, była już w szkole. Zemdlała, ponieważ zapomniała wziąć pewnych leków, a teraz czuła się już lepiej. Jedna za drugą lekcją mijały bardzo szybko. Zadzwonił ostatni dzwonek. Spojrzałam na Nicole. Ona na mnie. Wyszłyśmy z sali. Zobaczyłam Kim. Wychodziła, ze szkoły. Pobiegłam za nią, a Nicole tuż za mną. Wyszłam na dwór. Nicole stanęła przy ławce, na której rano siedziałam z Harrym. Szukała czegoś w torebce. To była moja szansa. Spojrzałam na Nicole była gotowa do kręcenia. Podeszłam do niej.
- Kim!
- O proszę kogo my tu mamy naszego "łowcę".
- Odczep się ok?
- Nie, nie odczepię się !
- Co ja Ci takiego zrobiłam?
- Się jeszcze pytasz? Było nie wtrącać się w związek mój i Harry'ego.
- Nie wtrącałam.
- Ta....Jasne. 
- Jeżeli ja mu się spodobałam, to nie moja wina...
- To ty mu się narzucałaś. Nie kłam w żywe oczy.!
- A ty nie kłam przed całą szkołą! Wszyscy uważają mnie za dziwaczkę. Przez Ciebie! Zniszczyłaś mnie...rozumiesz?! Przez Ciebie nikt się do mnie nie odzywa. Mój jedyny przyjaciel, którego miałam, odwrócił się ode mnie. Została mi tylko przyjaciółka Nicole, na którą zawsze mogę liczyć. 
- Nicole. Obydwie dziwaczki. Idealna para przyjaciółek.
- Ogarnij się dziewczyno! Zachowujesz się jak jakaś...po prostu debilka! Myślisz, że jesteś taka super...? Pomogę Ci nie, nie jesteś super. Jesteś wredna. Nikt Cie nie lubi. A Harry interesuje się Tobą tylko dlatego, że niby ostrzegłaś go przed tym, że jest ofiarą choć nie był. Uważałam go za przyjaciela. A teraz? Uważa mnie za mega wariatkę. Przez kogo? Przez Ciebie. Myślisz, że go lubiłam, bo był gwiazdą. Lubiłam go za to takim jaki był. Proszę weź go sobie...ale wara od moich znajomych i mnie. Nie wtrącaj sie do mojego życia i zostaw mnie raz na zawsze! - i odeszłam. Byłam wściekła. Minęłam Nicole, która była w wielkim szoku, na szczęście wszystko nagrała.Pewnie nie wiedziała, że jestem do tego zdolna. A jednak jestem.

Rozdział 10


Płakałam. Nie mogłam przestać. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Spojrzałam w górę. Miałam wielką nadzieję, że to będzie Harry. Niestety nie. Była to Nicole, co prawda też się ucieszyłam  
- Dlaczego płaczesz. - zapytała Nicole. 
- Harry...Harry powiedział, że nie chce mnie znać.
- Szczerze...Nie dziwię się...
- Co? Dlaczego?
- Różne plotki chodzą na twój temat.
- Słucham? Jakie plotki?
- Że...
- No że...?
- Że chodzisz do tej szkoły dla kolejnej ofiary.W tym przypadku dla Harry'ego. Że w każdej szkole znajdujesz sobie taką jakby "ofiarę" rozkochujesz ją w sobie, a potem łamiesz mu serce i wyśmiewasz, a potem zmieniasz szkołę i od nowa. 
- Przecież to świństwo. 
- Wiem, oczywiście wszyscy uwierzyli i odwrócili się od Ciebie.
- A ty? Ty uwierzyłaś? 
- Ja..? oczywiście, że nie. Jeżeli tak to teraz nie rozmawiałabym tu z tobą. 
- Dzięki. Można na Ciebie liczyć. - przytuliłam Nicole. 
- Nie ma sprawy.
- Co będziemy tak siedziały pod tą szkołą. Chodź do mnie. - uśmiechnęłam się
- Chętnie. - i poszłyśmy. Doszłyśmy do domu i weszłyśmy.
- Zapraszam do mojego pokoju.
- Ładny masz dom.
- Dzięki. Moja mama go zaprojektowała, jest dekoratorem wnętrz.
- Też chciałam, kiedyś mieć taki zawód, ale oczywiście w moim przypadku to nie możliwe.
- Niby czemu?
- Moim marzeniem od zawsze było zostanie dekoratorem wnętrz, niestety moja mama inna przyszłość mi zaplanowała?
- Jaką?
- Mam odziedziczyć ich salon SPA i jeszcze bardziej rozszerzyć naszą działalność.
- Salon SPA. Przecież to cudowne.
- Może dla Ciebie.
- Ale zrozum. Jeżeli salon będzie twój, to możesz go zmienić na firmę zajmującą się dekorowaniem wnętrz. Twoja mama nie będzie mogła Ci zabronisz, jak już go odziedziczysz, albo po prostu powiedz jej, że chcesz być projektantką wnętrz i tyle.
- No nie wiem moja mama jest bardzo stanowcza.
- Oj zrozumie. 
- Może i tak.
- A wracając do tamtego tematu...Kto rozpuścił taką plotkę na mój temat?
- Kim...
- Nie zdziwiłam się.
- Podobno rozmawiała z jakąś twoją koleżanką z Polski i to właśnie ona wszystko jej zdradziła.
- Jak ja się jutro pokaże.
- Nie bój się pomogę Ci się ze wszystkiego wyplątać. A tak naprawdę bo nie wiem...Czemu Cie nie było w szkole?
- To długa historia...
- No mów...
- No dobrze. - i zaczęłam jej wszystko opowiadać. Z każdą chwilą Nicole była co raz bardziej zszokowana tym co zrobiła Kim. Potem jeszcze długo gadałyśmy na różne tematy, śmiałyśmy się, aż  Nicole sobie poszła.
- To do zobaczenia jutro.
- Pa. - poszłam na górę. Położyłam się na łóżko i zaczęłam myśleć. Jak ona mogła coś takiego powiedzieć Nie będę miała życia w szkole. Nienawidzę jej...Po prostu nienawidzę. Nagle przypomniałam sobie o Magdzie. Szybko włączyłam laptopa i skype'a. Na szczęście Magda była dostępna. Szybko do niej zadzwoniłam. Czekałam, aż połączy się ze mną. Połączenie odrzucone. Nie zdziwiłam się. Musiałam wszystko jej wytłumaczyć. Więc jej napisałam " Proszę odbierz, wszystko Ci wytłumaczę." Zadzwoniłam jeszcze raz, ale na marne. Próbowałam dużo razy, bez skutku. Aż w końcu połączenie zatwierdzone. 
- Cześć Natalia. Kiedy do nas przyjdziesz? - W rozmowie video zobaczyłam Wojtka - małego brata Magdy.
- O hej Wojtek. Dopiero za 3 miesiące. Jak będą święta.
- Co??? Nie...! 
- Oj nie martw się. - uśmiechnęłam się do niego. - A czy możesz zawołać Magdę.
- Jasne. Maaagdaaaaaaaaaaa...!
- Co się drzesz, przecież idę. Co chcesz? 
- Ktoś Cię woła. - i wybiegł. Magda podeszła do drzwi, zamknęła je i położyła się na łóżko.
- Natalia? Co chcesz...Byłyśmy umówione w każdą niedzieli, jednak ktoś zapomniał.
- To nie tak. Wszystko Ci wytłumaczę.
- Ciekawe jak, ale proszę...Tłumacz się. - zaczęłam Magdzie wszystko tłumaczyć.
- Co...? O jejku...Przepraszam nie wiedziałam.
- Spoko.
- I co teraz zrobisz?
- Nie wiem, taka dziewczyna mi pomoże ona jedyna mi wierzy...
- To straszne.
- Niestety.
- Ale jest +.
- Ciekawe jaki?
- Poznałaś Harry'ego Styles'a.
- No niby tak, ale jeżeli bym się z nim nie zakolegowała, do niczego by nie doszło.
- Jeszcze wszystko się ułoży. 
- Zmieńmy temat, bo już nie mogę o tym myśleć.
- Ok...to coś Ci pokaże.
- Co?
- Zobaczysz. - Magda odsunęła włosy, które swobodnie spadały jej na ramiona zakrywając uszy. 
- Wow...! Tunele?
- No ...fajne co?
- Są super. Mama Ci pozwoliła.
- Tak to był taki zakładzik.
- Wiedziałam, że twoja mama z własnej woli by Ci nie pozwoliła. - i zaczęłyśmy się śmiać.
- Ja muszę kończyć.
- Ok. To następna rozmowa w niedziele?
- Oczywiście i jeszcze raz sorka za to moje zachowanie nie wiedziałam. 
- Spoko, rozumiem.
- To pa.
- Pa. - rozłączyłam się. Zastanawiałam się co mam zrobić. Nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy. Spakowałam się do szkoły. Poszłam się wykąpać, umyłam włosy i weszłam na Twittera. To było straszne. Na mojej tablicy było wiele postów typu "Na polowania idź gdzie indziej" "Wypad z naszej szkoły, poluj gdzie indziej" itp. Zaczęłam płakać, zamknęłam laptop i rzuciłam się na łóżko. Płacząc usnęłam.

 Od Mrs. Styles. Magdziapku :D Twojego pomysłu niestety nie wykorzystałam, za to pozdrawiam :D

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 9


Obudziłam się. Nie musiałam dzisiaj iść do szkoły, z powodu tego co się ostatnio wydarzyło. Zeszłam na dół. Poczułam wiele różnych zapachów. Gotowane owoce. Pewnie na mus, który uwielbiam. Zeszłam ze schodów. Zapach był bardzo silny.
- Chodź na śniadanie. O jesteś.
- Tak już jestem.
- Wyspałaś się? 
- Tak, ale jestem strasznie głodna.
- Domyślam się. Usmażyłam naleśniki z sosem czekoladowym lub porzeczkowym dżemem. Do koloru do wybory. Zrobiłam jeszcze płatki na mleku, placki z jabłkami, gorącą herbatę z cytryną i mleko z miodem.
- Ale to wszystko apetycznie wygląda.
- To jedz, tata już w pracy a jestem już po śniadaniu.
- Ale ja tyle nie zjem.
- Oj jedz tyle ile możesz. To smacznego.
- Dziękuję. - i zaczęłam jeść. Nie wiem kiedy, ale naleśników i płatków za chwilę nie było. Mleko dawno wypiłam i kończyłam herbatę. - ale się najadłam.
- Nie było mnie chwile, gdy wieszałam pranie, a tu stół pusty. Wiedziałam, że Ci posmakuje. Idź się ubieraj.
- Już idę. - i pobiegłam na górę. Otworzyłam szafę. Na dole zauważyłam pudełko, pięknie opakowane. Karteczka pokazywała, że dla mnie. Wyjęłam pudełko i położyłam na łóżku. Otworzyłam je. Była tam moja torebka, którą zostawiłam u Harry'ego w samochodzie. Uśmiechnęłam się. Wyjęłam torebkę i powiesiłam, na wieszaku za drzwiami. Wróciłam do pudełka by je schować kiedy zobaczyłam w środku maleńkie pudełeczko. Otworzyłam je. W środku był srebrny łańcuszek, z napisem "Harry forever". Bransoletka była śliczna. Było gorąco, więc założyłam czerwona sukienkę, białe sandały i oczywiście łańcuszek od Harry'ego. Szybko się uczesałam. Zrobiłam sobie luźnego warkocza i  zeszłam na dół.
- Mamo ja wychodzę.
- Dokąd.?
- Przejść się.
- A jak coś Ci się stanie?
- Nic mi się nie stanie za miesiąc skończę 18 lat.
- No dobrze, ale wróć niedługo.
- Będę za godzinkę, może dwie.
- Ale uważaj na sobie.
- Dobrze mamo. Idę.
- Pa kochanie.
- Pa. - i wyszłam. Chciałam podziękować Harry'emu za łańcuszek. Co prawda nie wiedziałam gdzie mieszka, ale lekcje kończymy za dwadzieścia minut, więc postanowiłam poczekać na niego przed szkołą. Szłam powoli, nie było po co się śpieszyć. Doszłam do szkoły. Dzwonek miał być za 2 minuty. Usiadłam na ławce przed wejściem do szkoły. Dzwonek za chwilę zadzwonił. Ze szkoły wychodziło wychodziło wiele osób. Nikt nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Zobaczyłam Harry'ego. Podeszłam do niego.
- Hej. - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Nie odpowiedział. - Hallo Harry co z tobą?
- Zostaw mnie ok?
- Ale co się stało? Chciałam tylko podziękować Ci za ten łańcuszek "Harry forever".
- Łańcuszek? A ten. Zapomnij a go wywal. 
- Co? Harry, o co ci chodzi.
- O nic, zapomnij.
- Ale...
- Idziemy kochanie? - Harry zwrócił się do pewnej dziewczyny. 
- Kim?
- O jesteś w szkole. Nie wiem jak można tyle czasu wagarować i...
- Wagarować? To twoja wina że mnie nie było?
- Moja? Ja nie kazałam Ci tego robić.
- Ale co robić?
- Zostaw ją Kim. Chodźmy. - Harry objął ją i poszli. Patrzyłam na nich chwile. Kim się odkręciła i pokazała minę mówiącą "Wygrałam, nic z tym nic zrobisz" Usiadłam na ławce. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać.

Rozdział 8

Nie wiedziałam, gdzie idę. Kiedy wyszłyśmy z magazynu. Zawiązała mi oczy i wsadziła do samochodu. Siedziałam pomiędzy dwoma osiłkami. To było straszne. Nie wiedziałam gdzie jadę. Po 30 minutach wyszłam z samochodu. Dwaj mężczyźni odjechali a ona prowadziła mnie przed siebie. wiedziałam, że to moja jedyna szansa na ucieczkę. Wyrwałam się, zerwałam opaskę z oczu i biegłam. Wybiegłam na ulice. Rozejrzałam się szybko, zastanawiając się, w którą stronę mam biec. Zauważyłam, że Kim biegnie w moją stronę. Szybko się otrząsnęłam i pobiegłam w prawo. Kim była na obcasach, ale i tak biegła bardzo szybko, jednak nie mogła mnie dogonić. Zmęczyłam się, zauważyłam, że Kim się zatrzymała. Bardzo się zdziwiłam. Czyżby tak szybko odpuściła? Nie możliwe. Wiedziałam. Kim zdjęła buty i zaczęła biec. Otrząsnęłam się. Złapała mnie kolka, Ale nie mogłam pozwolić, aby ona mnie dogoniła i abym znowu musiała przechodzić przez to piekło. Ona była naprawdę szybka. Kolka była naprawdę nie do zniesienia, ale musiałam biec. Zobaczyłam zza rogiem taksówkę, czekała na swojego klienta. Musiałam tam dopiec, choć kolka rosła wraz z bólem. Taksówka była niedaleko. Kim została w tyle. Otworzyłam drzwi trzasnęłam nimi i krzyknęłam.
- Niech pan jedzie! - i samochód ruszył. 
- Zapłacisz mi za to podwójnie! - Usłyszałam Kim, która właśnie dobiegła do taksówki, ale nie zdążyła mnie zatrzymać. Strasznie dyszałam. 
- Przepraszam panienko, ale dokąd mam Cię wieźć? - zapytał uprzejmie taksówkarz.
- Ym...Tak? Słucham?
- To dokąd jedziemy?
- Przepraszam. Do domu. Znaczy niech pan jedzie do Londynu.
- Do Londynu? Ale to 120 km stąd. 
- Słucham to gdzie my jesteśmy?
- W Bardzo małej miejscowości. Na pewno panienka jej nie zna. 
- Możliwe, a czy mógłby mnie pan zawieść do Londynu? Oczywiście zapłacę.
- Oczywiście, że tak.
- Dziękuję panu bardzo. - i kierowaliśmy się w stronę Londynu. Jechaliśmy 2 godziny. Byliśmy w Londynie. 
- Dobrze, a na jakiej ulicy panienka mieszka?
- Nie wiem, od nie dawna tu mieszka. Ale to niedaleko centrum. Od centrum Wskaże panu drogę.
- Dobrze. - po 30 minutach byliśmy w centrum. - I gdzie teraz?
- W prawo, potem prosto, następnie w lewo. I ja wskaże budynek.
- Oczywiście. - Dojechałam do domu.
- To ile się należy? - zapytałam.
- 256 zł.
- Dobrze zaraz przyniosę, proszę poczekać wezmę z domu.
- Dobrze. Wbiegłam do domu. Mama z tatą siedzieli na kanapie w salonie. Kiedy usłyszeli otwierające się drzwi, szybko się odkręcili.
- Skarbie to ty. - rodzice wstali i szybko do mnie podbiegli. - Co się z Tobą stało?
- Zaraz wszystko opowiem, tylko muszę zapłacić taksówkarzowi. Dalibyście mi pieniądze?
- Oczywiście. Ile potrzebujesz?
- 256 zł.
- Skąd ty jechałaś, ale dobrze proszę. - Tata dał mi do ręki 500 zł.
- Tato, ale ja potrzebuję o 150 zł mniej.
- Wiem, ale daj mężczyźnie więcej. Za fatygę, w końcu musiałaś długo jechać skoro tyle płacisz. - uśmiechnął się tata, a ja odwzajemniłam mu uśmiech i wybiegłam. Dałam taksówkarzowi 500 zł. Bardzo się ucieszył. Podziękował i odjechał. Wróciłam do domu.
- Już jestem.
- Jak my się o Ciebie baliśmy. Co się z tobą stało.
- To długa historia.
- Nieważne, ale mów. - opowiedziałam rodzicom całą historie. Byli zszokowani. Wpatrywali się we mnie przez całe 10 minut jak zombie.
- Ale dlaczego ona to zrobiła? - zapytała mama.
- Bo niby zabrałam jej Harry'ego.
- Mówiłem, że chłopcy to same problemy.
- Tato byłeś chłopcem...
- No tak ale mądrym.
- Porozmawiam sobie z rodzicami tej Kim. - I dobrze jej tak! Niech dostanie za swoje. Poszłam na górę, wzięłam długą relaksującą kąpiel i wskoczyłam do łóżka byłam wyczerpana.

Rozdział 7

Obudziłam się, leżałam w swoim łóżku. Usłyszałam głos mamy.
- Skarbie ktoś do Ciebie. - chciałam zejść, ale byłam nie ubrana.
- 5 minut. - krzyknęłam. Szybko się ubrałam. Było gorąco, założyłam zielono- białą sukienkę z niebieskimi kwiatami. Związałam włosy w kłosa. Założyłam niebieską opaskę i zeszłam na dół. Przede mną stał Harry wraz ze wszystkimi chłopakami z One Direction. Każdy z nich trzymał w ręku białą róże, a Harry bukiet czerwonych róż. Uśmiechnęłam się. 
- Proszę to dla Ciebie. - każdy z nich wręczył mi kwiaty. Uśmiechnęłam się jeszcze raz. Tym razem został na twarzy na bardzo długo. 
- Zabieramy Cię na wycieczkę.
- Na jaką wycieczką?  - zapytała zaciekawiona mama.
- Aa...Niespodzianka, ale niech się pani nie martwi, Natalia wróci cała i zdrowa.
- No dobrze, jeżeli tak mówicie to życzę miłej zabawy. - I wyszliśmy. Przed domem stała czarna limuzyna. Wsiedliśmy do niej. Od razu usłyszałam ich piosenki. Uśmiechnęłam się. Siedziałam pomiędzy Harrym a Zaynem. Nie wiem gdzie jechaliśmy, ale podróż cała była bardzo zabawna... Limuzyna się zatrzymała. Wysiadłam z niej. Byłam w szoku. Harry złapał mnie za rękę.
- Nie wchodzisz?
- y...Wchodzę jasne, że tak. Wy tu mieszkacie?
- Tak. Dom Dictioners.
- Hehe. Fajna nazwa.
- Mój pomysł. - przechwalał się Harry..
- Y nie bo mój. - powiedział Zayn.
- Nie okłamujcie jej bo mój. _ wtrącił się Liam.
- Chłopaki uspokójcie się. To był mój pomysł. - Niall też musiał coś powiedzieć.
- Ejejejej...Po co kłótnie. Mój pomysł, too wiadome. - Louis nie mógł być inny i tez dorzucił pare słów od siebie.
- Mój.!
- Nie bo mój!
- Co.? To był mój pomysł.
- Mój!
- Mój!
- Mój!!
- Chłopaki uspokójcie się. Każdy miał swój wkład w tej nazwie.
- Ale ja największy. - Louis się zaśmiał.
- Mieliście równy wkład.
- No ok. I każdy się uśmiechnął. Czas spędzony z nimi w ich willi był naprawdę cudowny chciałabym, aby tamta chwila trwała wiecznie.
- Obudź się!!! Mówię do Ciebie, obudź się. - i obudziłam się, znowu leżałam na starym materacu a na de mną stała zdenerwowana Kim. 
Co?
- Koniec pięknego snu królewno.! Wstawaj idziemy!
- Co? Dokąd?
- Zobaczysz! Wstawaj! - wyszłyśmy z magazynu.
Od Mrs. Styles. Sorka, że taki krótki, ale nie za bardzo mam czas. Rozdział ten dedykuje dla Vanessy. i Magdziapka :D