czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 6

Obudziłam się na jakimś starym materacu. Nie wiedziałam gdzie jestem i jak długo byłam nie przytomna... Nie miałam swojej torebki została w samochodzie Harry'ego. Próbowałam usiąść i oprzeć o ścianę, ale niestety plecy strasznie mnie bolały. Rozejrzałam się dookoła. Wszystkie ściany były szare. Musiałam być w jakimś opuszczonym magazynie, ponieważ na podłodze stało mnóstwo drewnianych skrzyń. Cały czas zadawałam sobie pytanie skąd się tutaj wzięłam. Ostatnie co pamiętam to jak zobaczyłam Kim na pasach, wyszłam z samochodu i ogromny ból. Usłyszałam jakieś głosy, więc udawałam, że nadal jestem nie przytomna. Zamknęłam oczy. Do budynku weszło dwóch silnych, dobrze zbudowanych mężczyzn i dziewczyna. którą na pewno znałam, ponieważ głos, który należał do tej osoby był mi bardzo znany. Rozmawiali na mój temat. Dziewczyna mówiła cały czas. Jeden z jej pomocników również, a jeden całkiem milczał.
- Musimy coś z nią zrobić. Policja już jej szuka. - martwił się jeden z pomocników dziewczyny.
- Wiem, wiem, ale przecież na razie nie mamy gdzie jej trzymać więc musimy tu. 
- No nie wiem...
- Tchórze. Zwalniam was! Poradzę sobie sama.
- Jasne, żebyś potem w więzieniu nie żałowała, że nas zwolniłaś.
- Nie bój się nie będę...No co tak stoicie WYNOCHA! - Dwaj mężczyźni szybo wyszli. Dziewczyna stanęła na de mną.
- Pożałujesz tego, że ze mną zadarłaś. - i wyszła. Kiedy już się oddaliła próbowałam wstać. Udało mi się. Oparłam się o zimną ścianę. Byłam strasznie głodna. Nie wiem jak to możliwe, że dopiero teraz spostrzegłam, że moje nogi są związane i przywiązane do jakiejś rurki. Próbowałam je rozwiązać, bo nie wiem jakim cudem rąk nie miałam związanych, ale niestety nie udało mi się. Siedziałam tak kilka godzin. Próbowałam spać, ale mi się nie udało. Myślałam, że umrę i z głodu, i z bólu. Położyłam ręce na nogach i dopiero wtedy zorientowałam się, że w kieszeni mam telefon, Szybko go wyciągnęłam i wybrałam numer do mamy. Jest, był sygnał.
- A co ty tu robisz? Dzwonisz....Oooo pożałujesz tego. - wyrwała mi telefon i rzuciła nim o ścianę. Mój nowy telefon rozleciał się na milion kawałków. Spojrzałam na nią. Byłam w szoku. 
- Kim?
- Tak. Zdziwiło Cię to?
- Tak...Wiedziała, że jesteś dzi...Nie spodziewałam się.
- Dziwna? Było ze mną nie zadzierać...
- A co ja Ci zrobiłam.
- Nie udawaj niewiniątka. Przychodzisz sobie do szkoły i od razu zabierasz mi Harry'ego. Przez Ciebie ze mną zerwał.
- Harry z tobą nie był.
- Ooo... Tak Ci powiedział...? Był ze mną i bardzo dobrze nam się układało.
- Harry by mnie nie okłamał. On nie jest taki, jest inny...jest...- urwałam - po prostu inny.
- Widzę, że potajemna miłość...
- Nie...
- No niech Ci będzie. Ale i tak nigdy Ci nie wybaczę, że rozbiłaś mój związek z Harrym. 
- Ale ja nie jestem z Harrym.
- Nie..? Y... To nie zmienia faktu, że teraz interesuje się tobą...
- Ale przecież to nie moja wina...
- Twoja! Musiałaś iść do tej klasy, szkoły? 
- Nie moja wina, tu mnie przekierowano. 
- Mogłaś prosić o przeniesienie.
- Jeżeli wcześniej bym wiedziała, że ty tam chodzisz, wiesz mi chciałabym.
- Fajnie. Ja idę siedź tu.!
- Mam inny wybór?
- Hm... nie?
- A czemu ty mnie w ogóle tu trzymasz?
- Za to, że zabrałaś mi Harry'ego.
- Zrozum, nie zabrałam!
- Wmawiaj to sobie.
- Zostaniesz tu, póki on na nowo się  we mnie nie zakocha, a o tobie zapomni.
- No jak chcesz, ale będziesz miała kłopoty, lepiej mnie wypuść, a o tobie nie wspomnę.
- NIE...........! Nie rozkazuj mi.! Mam Cię dość. Nienawidzę Cię. Rozumiesz!?
- Od pierwszego dnia w szkole.
- Zamknij się !
- Chał.
- Zamknij się.! - siedziałam już cicho. - Wrócę wieczorem masz. - rzuciła mi koszyk. -Żebym nie wróciła do trupa. - i poszła. Poczekałam, aż zniknie mi z oczu i zajrzałam do koszyka. Mało się nie popłakałam... W koszyku znalazłam trzy pączki i jakiś sok. Byłam taka szczęśliwa. Chciałam zjeść je od razu, ale nie wiedziałam, czy szybko stąd wyjdę, bądź kiedy dostane następne jedzenie.  Zjadłam jednego pączka i upiłam łyk picia. Od razu czułam jak siła wraca na nowo. Za oknami zrobiło się ciemno. Pewnie była już około 21, kończyła się niedziela. Położyłam się. Cały czas myślałam o Harrym, mamie, tacie i o ...Kurde! Miałam dziś z Magda na skype pogadać. Pomyśli, że ją olałam i zapomniałam o niej. Usnęłam ze łzami w oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz