- O...Już nie śpisz? To bardzo dobrze musisz się jeszcze spakować. Czy ty płaczesz? - zapytała mama ze zdziwieniem - Skarbie, nie ma co płakać. Wiesz że będziemy tu wracać w każde wakacje i ferie zimowe. Kochanie, weź się w garść niedługo kończysz 18 lat i płaczesz? No raz, raz ubieraj się i rób wszystko szybko to skoczysz jeszcze do swojej przyjaciółki Magdaleny.
- Ale przecież mówiłaś, że o 12 mamy samolot?
- No tak, ale ja muszę jeszcze skoczyć do swojej starej pracy po kilka drobiazgów, więc lot przełożony na godzinę 18.
- Naprawdę? Tak się cieszę.
Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki się umyć i ubrać. Założyłam czarne rurki, biały, obcisły t-shirt z nadrukiem One Direction, jakąś luźną bluzę adidasy i wybiegłam z domu do Magdy. Nasze bloki dzieliło kilka ulic, ale cóż, przyjaźń przetrwa każdą odległość nawet tysiące kilometrów, które miały nas rozdzielić już niedługo. Po 15 minutach stałam pod blokiem Magdy i czekałam na odpowiedź z domofonu.
- Halo? - zapytał jakiś mały chłopczyk. Był to brat Magdy Wojtek.
- Cześć Wojtek tu Natalia, wpuścisz mnie?
- Nataliaaa! Wchodź.
Zanim wjechałam na 8 piętro dostałam sms-a od mamy.
"Natalko, przykro mi ale samolot mamy o 15, nie spóźnij się."
Wyszłam z windy. Mały Wojtek, miał dopiero 8 lat stał z otwartymi drzwiami i czekał na mnie, kiedy mnie zobaczył podbiegł, złapał mnie za rękę i wprowadził do domu. Wziął ode mnie kurtkę, jak prawdziwy dżentelmen. Zrobił tak tylko dlatego, że podsłuchał raz moją rozmowę z Magdą na temat szarmanckich mężczyznach, którzy nam się zawsze podobali.
Weszłam do pokoju Magdy, leżała na łóżku z laptopem na kolanach i słuchawkami w uszach. Kiedy mnie zobaczyła była tak szczęśliwa, że nie umiała nic z siebie wydusić.
- No i co nic nie powiesz?- zapytałam
- A...Ty...O...Londyn... Nie miałaś być już w samolocie do Londynu?
- Wiesz...- zaczęłam, ale Magda mi przerwała
- Czekaj...Nie lecisz prawda? Jest! Wiedziałam tak się cieszę...!
- Przykro mi, ale nie. Niestety lecę. Przyszłam tylko sie pożegnać.
Widziałam na twarzy Magdy, że ta wiadomość ją zdołowała...Rozmawiałyśmy chwilę, ponieważ musiałam już iść.
Za chwilę byłam w domu, patrzyłam na zegarek godzina 14:14 - ktoś mnie kocha. Ciekawe kto? Przypomniałam sobie, że jestem niespakowana. Weszłam do pokoju, a tam kompletny porządek, walizki spakowane. Byłam zdziwiona. Za drzwiami stali tata z mamą wraz z walizkami. Byli zdenerwowani. Wiedziałam, że prze ze mnie mogliśmy spóźnić się na samolot. Szybko wybiegliśmy z domu. O 14:50 byliśmy już w samolocie. Byłam strasznie zmęczona i jeszcze przed startem zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz