czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 1

Obudziłam się wcześnie rano. Strasznie bolała mnie głowa, no cóż zdarza się to bardzo często, kiedy ma się migrenę. Trudno ale da się z tym żyć. Spojrzałam na wyświetlacz od telefonu, była sobota, godzina 9:23. Stwierdziłam, że należy wstać, ponieważ muszę się jeszcze spakować przed wyprowadzką. Tak, niestety musiałam zostawić Polskę, Warszawę i moich przyjaciół. Co prawda nie było ich wielu, ale byli. Było mi bardzo smutno, kiedy Sobie pomyślałam, że opuszczam to wszystko przy czym się wychowałam. Łza spłynęła mi po policzku. Mama weszła do pokoju.
- O...Już nie śpisz? To bardzo dobrze musisz się jeszcze spakować. Czy ty płaczesz? - zapytała mama ze zdziwieniem - Skarbie, nie ma co płakać. Wiesz że będziemy tu wracać w każde wakacje i ferie zimowe. Kochanie, weź się w garść niedługo kończysz 18 lat i płaczesz? No raz, raz ubieraj się i rób wszystko szybko to skoczysz jeszcze do swojej przyjaciółki Magdaleny.
- Ale przecież mówiłaś, że o 12 mamy samolot?
- No tak, ale ja muszę jeszcze skoczyć do swojej starej pracy po kilka drobiazgów, więc lot przełożony na godzinę 18.
- Naprawdę? Tak się cieszę.
Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki się umyć i ubrać. Założyłam czarne rurki, biały, obcisły  t-shirt z nadrukiem One Direction, jakąś luźną bluzę adidasy i wybiegłam z domu do Magdy. Nasze bloki dzieliło kilka ulic, ale cóż, przyjaźń przetrwa każdą odległość nawet tysiące kilometrów, które miały nas rozdzielić już niedługo. Po 15 minutach stałam pod blokiem Magdy i czekałam na odpowiedź z domofonu.
- Halo? - zapytał jakiś mały chłopczyk. Był to brat Magdy Wojtek.
- Cześć Wojtek tu Natalia, wpuścisz mnie?
- Nataliaaa! Wchodź.
Zanim wjechałam na 8 piętro dostałam sms-a od mamy. 
"Natalko, przykro mi ale samolot mamy o 15, nie spóźnij się."
Wyszłam z windy. Mały Wojtek, miał dopiero 8 lat stał z otwartymi drzwiami i czekał na mnie, kiedy mnie zobaczył podbiegł, złapał mnie za rękę i wprowadził do domu. Wziął ode mnie kurtkę, jak prawdziwy dżentelmen. Zrobił tak tylko dlatego, że podsłuchał raz moją rozmowę z Magdą na temat szarmanckich mężczyznach, którzy nam się zawsze podobali. 
Weszłam do pokoju Magdy, leżała na łóżku z laptopem na kolanach i słuchawkami w uszach. Kiedy mnie zobaczyła była tak szczęśliwa, że nie umiała nic z siebie wydusić.
- No i co nic nie powiesz?- zapytałam
- A...Ty...O...Londyn... Nie miałaś być już w samolocie do Londynu? 
- Wiesz...- zaczęłam, ale Magda mi przerwała
- Czekaj...Nie lecisz prawda? Jest! Wiedziałam tak się cieszę...!
- Przykro mi, ale nie. Niestety lecę. Przyszłam tylko sie pożegnać.
Widziałam na twarzy Magdy, że ta wiadomość ją zdołowała...Rozmawiałyśmy chwilę, ponieważ musiałam już iść.
Za chwilę byłam w domu, patrzyłam na zegarek godzina 14:14 - ktoś mnie kocha. Ciekawe kto? Przypomniałam sobie, że jestem niespakowana. Weszłam do pokoju, a tam kompletny porządek, walizki spakowane. Byłam zdziwiona. Za drzwiami stali tata z mamą wraz z walizkami. Byli zdenerwowani. Wiedziałam, że prze ze mnie mogliśmy spóźnić się na samolot. Szybko wybiegliśmy z domu. O 14:50 byliśmy już w samolocie. Byłam strasznie zmęczona i jeszcze przed startem zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz