czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 5

Obudziłam się późnym rankiem. Zeszłam na dół. Tata siedział na fotelu i czytał poranną gazetę. Mama robiła coś w kuchni.
- Cześć.
- O hej słońce. Jak się spało?
- Dobrze. 
- To dobrze. Wczoraj wieczorem dostaliśmy list, zaadresowany do Ciebie.
- Do mnie? - Strasznie się zdziwiłam, kto mógł do mnie pisać. Mama podała mi list. Poszłam na górę. Usiadłam na łóżku i otworzyłam list. Zaczęłam pisać a o to jego treść:
Hej Natalia.
Wczoraj nie omówiliśmy się, o której po Ciebie wpadnę. 
Już nie mogę się doczekać. Chciałbym, jak najszybciej, więc wpadnę
po Ciebie o 11, abym mógł jak najwięcej Ci pokazać.
Do zobaczenia o 11.
Harry Style.
Szybko spojrzałam na zegarek. Godzina 10:56. Mam 4 minuty. Szybko zerwałam się z łóżka i wbiegłam do łazienki. Szybko się umyłam, a włosy splotłam w warkocza. Ubrałam się w jasne dżinsy, czarny T-shirt , a na to czerwony żakiet z trzy czwartymi rękawami. Zegarek pokazywał 11:06, a musiałam jeszcze zjeść śniadanie. Zbiegłam na dół, krzycząc.
- Mamo, wychodzę dziś z kolegą, jak przyjdzie to powiedz...o hej Harry, już jesteś.
- Hej... Hehe fajne kapcie. - Miałam na sobie kapcie które przypominały dwie, małe pandy. Dla mnie były słodkie, ale troszkę się speszyłam.
- Yyy..dzięki...Mamo to my idziemy.
- Ale nie jadłaś śniadania.
- Oj tam, kupię sobie jakiegoś pączka.
- Nie wyjdziesz, bez śniadania. - Harry poparł moją mamę.
- Ale mamo...
- Bez gadania.
- Np dobra...- odpowiedziałam, a Harry się zaśmiał. Śniadanie zjadła szybko i za chwilę mieliśmy wychodzić.
- To mamo...my idziemy.
- Dobrze weź kurtkę.
- Jest ciepło...
- No dobrze. - mama nie chciała się ze mną kłócić, więc odpuściła. Harry tworzył mi drzwi i wyszliśmy. Harry cofnął się, wziął moja kurtkę i dopiero wyszedł ze mną. Przed domem, na podjeździe zobaczyłam samochód. Był to srebrny kabriolet, który należał to Harry'ego. Otworzył mi drzwi. Wsiadła do środka, a za chwilę i on. Odpalił samochód. 
- To gdzie jedziemy najpierw.
- Nie wiem. Nie nam Londynu.
- Dobra to najpierw Big Ben. - i ruszyliśmy. Dach był otworzony, moje włosy już rozpuszczone latały na wszystkie strony. Harry wsunął jakąś płytę. mogłam się spodziewać była to płyta "Take me home". Pierwsza piosenka to oczywiście "While we're young" . Harry zaczął śpiewać. Nie wytrzymałam, zaczęłam się śmiać.
- Coś nie tak? Coś z moim głosem?
- Nie, nie wszystko ok, ale nigdy nie myślałam, że usłyszę jak śpiewasz na żywo. - uśmiechnęłam się.
- Widzisz a jednak. O i jesteśmy. 
- Wow...Big Ben jest przepiękny.
- Taak... - wziął mnie za rękę i poszliśmy. Cały Big Ben zwiedzaliśmy kilka godzin, nie obeszło się bez poznania Królowej. Nie wiem jak znalazła dla nas czas...Znaczy dla Harry'ego to pewnie nic nowego.
- Pewnie jesteś głodna. - oznajmij Harry i zabrał mnie do pięknej restauracji.
- Ładnie tu...
- Ładnie, ale szczerze wolałbym zjeść kebaba.
- Szczerze ja też. - i poszliśmy na kebaba. Było przy tym wiele śmiechu. Była już godzina 16 kiedy mieliśmy wracać. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas.
- A teraz ostatnia atrakcja wieczoru.
- Myślałam, że na dziś koniec.
- Nie jeszcze nie, ale to będzie niespodzianka - I pojechaliśmy. po kilku minutach samochód sie zatrzymał.
- Chyba sobie żartujesz.?
- Ani trochę. - uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i powiedział - no chodź. - Przed moimi oczami ukazał się wielki London Eye. Jest o wiele większy, niż z mojego okna. Weszliśmy bez kolejki, gdyż Harry zarezerwował dla nas jazdę. 
- Jest mały problem.
- Jaki?
- Mam paniczny lęk wysokości.
- Oj...Nie wiedziałem. Trudno jedziesz.! - i wciągnął mnie do środka. Jeden z pracowników zamknął szczelnie drzwi, aby nikt nie wypadł. Koło ruszyło. Zamknęłam oczy i usiadałam na ławce.
- Ej...Nie ma się czego bać na prawdę. Otwórz oczy.
- Nie.
- Proszę.
- Nie
- Proszę.
- Nie.
- Nie? Założymy się.
- Nie - zaśmiałam się.
- To nie - i usiadł obok mnie - żałuj te widoki są piękne. 
- No to co..? Ja się tu boję siedzieć a co dopiero patrzeć.
- Ale co niby miałoby Ci się stać?
- Hm...No nie wiem..Spadłabym?
- Nie spadniesz.
- A jeżeli jednak tak.? 
- Jeżeli tak to Cię złapie. - Harry zaśmiał się. 
- To nie jest śmieszne. - powiedziałam oburzona
- No wiem przepraszam. - Nasza przejażdżka właśnie się zakończyła. Nawet na chwilę nie otworzyłam oczu. Wysiadłam z wagonika i wsiadłam do samochodu. Jechaliśmy w ciszy. 
- Dziękuję Ci za cały dzień, było naprawdę fajnie.
- Ciesze się. Szkoda, że nie otworzyłaś oczu na London Eye.
- No trudno. - Wtedy na skrzyżowaniu światła zmieniły się na czerwone. Chwilę czekaliśmy, kiedy nagle na pasach zobaczyłam Kim Paterson. Patrzyła na mnie na mnie w taki okropny sposób, który mówił: "pożałujesz tego", ale za chwilę zniknęła. Harry odwiózł mnie do domu. Szłam, w kierunku drzwi kiedy poczułam okropny ból w plecach. Upadłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz