piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 11


Obudziła się rano. Była 5:23 bardzo dobrze, bo wczoraj się nie umyłam, a przecież dzisiaj idę do szkoły. Co prawda nie mam najmniejszej ochoty. Kiedy byłam w pełni gotowa do szkoły, była godzina 7:12. Postanowiła wcześniej wyjść z domu do szkoły. Abym potem nie musiała słuchać więcej obelg na mój temat. Godzina 7:25 byłam w szkole. Pierwsza lekcja czyli matematyka miała się zacząć za 30 min. Usiadłam sobie na ławce, gdzie poznałam się z Nicole. Zamknęłam oczy i myślałam. Niby dlaczego ta Kim tak mnie nienawidzi...Bardzo długo myślałam, kiedy usłyszałam dzwonek na lekcje. Idąc w stronę sali, nie obeszło się bez słów typu "Kto następny?" "Skończ to Twoje polowanie". Rzucano we mnie różnymi papierkami. Miałam ochotę się popłakać i uciec od tego wszystkiego. Weszłam do sali zaraz po Kim. Usiadłam w ostatniej ławce jak zawsze, a Harry razem z Kim. Tak myślałam kto chciałby siąść z kimś kto "poluje" na ludzi. Zaczęła się lekcja. Była strasznie nudna. Z chęcią bym usnęła. Ale źle by się to dla mnie skończyło. Nagle, nie wiem kiedy Kim zsunęła się z krzesełka. Zemdlała. Harry od razu zerwał się z miejsca i zaczął wołać.
- Kim?! Kim?! Co pan tak stoi.. Niech pan dzwoni na pogotowie. Za chwilę przyjechała karetka i zabrała Kim do pobliskiego szpitala. Za chwilę był dzwonek na przerwę. Harry wyszedł na dwór, a ja zaraz za nim. Poszedł w stronę ławki, na której nikt nigdy nie siada. Zatrzymał się przy niej i usiadł. Usiadłam obok niego.
- Mówiłem. Zapomnij! Nie mam zamiaru być twoją kolejną ofiarą.
- Ale...Ja nigdy nie miałam żadnej jak wy to nazywacie "ofiary". To wszystko jest zmyślone.
- Ta...Jasne...
- Na prawdę.
- To co niby się z tobą działo przez te dni?
- Po mam mówić jak ty mi nie uwierzysz.
- Możliwe, ale tłumacz się.
- To wszystko wina Kim. 
- Już to słyszałem i nie wierze. Niby co przez nią.
- To długa historia...Wszystko zaczęło się od tego, że tego dnia kiedy pokazywałeś mi miasto, wracając do domu ktoś mnie napadł. Obudziłam się w starym magazynie. Zaatakował mnie facet, który pracował właśnie dla Kim. Za chwilę przyszła i Kim, i wytłumaczyła mi dlaczego zostałam...jakby to określić "porwana". 
- No i niby czemu Cię porwała?
- Ponieważ, kiedy doszłam do waszej szkoły, podobno chodziłeś z Kim...
- Co? Nigdy z nią nie chodziłem. 
- No, tak mi powiedziała...
- A co dalej?
- I podobno przez to, że doszłam to Ty zerwałeś z nią dla mnie i była wściekła.
- Co? Ona na pewno nie zrobiłaby czegoś takiego...
- A jednak...
- Może i Cię porwała, ale tylko dlatego by mnie chronić i powiedzieć wszystkim prawdę o Tobie...
- Ale ja taka nie jestem. Ona kłamała...
- Kim..? Może i tak, ale mnie nigdy... - wstał i poszedł sobie. Miałam ochotę znów płakać. Ale musiałam jeszcze z Nicole ustalić plan działania. Na pierwszej lekcji była u dentysty. Nie miała matmy, najlepsze co może być. Weszłam do szkoły i usiadłam na mojej i Nicole ławce. Ona już tam siedziała. 
- Hej.
- Hej. - odpowiedziała.
- Nic nie wymyśliłam, a ty?
- A wiesz, że tak.
- Serio...? Nawijaj.
- Otóż, zrobimy tak. Po lekcjach podejdziesz do Kim i zaczniesz z nią rozmawiać na temat czemu Cię porwała i dlaczego rozpuściła takie plotki na twój temat. Ja się ukryję i nakręcę telefonem, całe zajście i pokażemy Harry'emu. 
- Proste.
- No właśnie, więc wszystko powinno pójść po naszej myśli. - uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłam. Poszłyśmy na lekcje. Kim, była już w szkole. Zemdlała, ponieważ zapomniała wziąć pewnych leków, a teraz czuła się już lepiej. Jedna za drugą lekcją mijały bardzo szybko. Zadzwonił ostatni dzwonek. Spojrzałam na Nicole. Ona na mnie. Wyszłyśmy z sali. Zobaczyłam Kim. Wychodziła, ze szkoły. Pobiegłam za nią, a Nicole tuż za mną. Wyszłam na dwór. Nicole stanęła przy ławce, na której rano siedziałam z Harrym. Szukała czegoś w torebce. To była moja szansa. Spojrzałam na Nicole była gotowa do kręcenia. Podeszłam do niej.
- Kim!
- O proszę kogo my tu mamy naszego "łowcę".
- Odczep się ok?
- Nie, nie odczepię się !
- Co ja Ci takiego zrobiłam?
- Się jeszcze pytasz? Było nie wtrącać się w związek mój i Harry'ego.
- Nie wtrącałam.
- Ta....Jasne. 
- Jeżeli ja mu się spodobałam, to nie moja wina...
- To ty mu się narzucałaś. Nie kłam w żywe oczy.!
- A ty nie kłam przed całą szkołą! Wszyscy uważają mnie za dziwaczkę. Przez Ciebie! Zniszczyłaś mnie...rozumiesz?! Przez Ciebie nikt się do mnie nie odzywa. Mój jedyny przyjaciel, którego miałam, odwrócił się ode mnie. Została mi tylko przyjaciółka Nicole, na którą zawsze mogę liczyć. 
- Nicole. Obydwie dziwaczki. Idealna para przyjaciółek.
- Ogarnij się dziewczyno! Zachowujesz się jak jakaś...po prostu debilka! Myślisz, że jesteś taka super...? Pomogę Ci nie, nie jesteś super. Jesteś wredna. Nikt Cie nie lubi. A Harry interesuje się Tobą tylko dlatego, że niby ostrzegłaś go przed tym, że jest ofiarą choć nie był. Uważałam go za przyjaciela. A teraz? Uważa mnie za mega wariatkę. Przez kogo? Przez Ciebie. Myślisz, że go lubiłam, bo był gwiazdą. Lubiłam go za to takim jaki był. Proszę weź go sobie...ale wara od moich znajomych i mnie. Nie wtrącaj sie do mojego życia i zostaw mnie raz na zawsze! - i odeszłam. Byłam wściekła. Minęłam Nicole, która była w wielkim szoku, na szczęście wszystko nagrała.Pewnie nie wiedziała, że jestem do tego zdolna. A jednak jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz