czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 8

Nie wiedziałam, gdzie idę. Kiedy wyszłyśmy z magazynu. Zawiązała mi oczy i wsadziła do samochodu. Siedziałam pomiędzy dwoma osiłkami. To było straszne. Nie wiedziałam gdzie jadę. Po 30 minutach wyszłam z samochodu. Dwaj mężczyźni odjechali a ona prowadziła mnie przed siebie. wiedziałam, że to moja jedyna szansa na ucieczkę. Wyrwałam się, zerwałam opaskę z oczu i biegłam. Wybiegłam na ulice. Rozejrzałam się szybko, zastanawiając się, w którą stronę mam biec. Zauważyłam, że Kim biegnie w moją stronę. Szybko się otrząsnęłam i pobiegłam w prawo. Kim była na obcasach, ale i tak biegła bardzo szybko, jednak nie mogła mnie dogonić. Zmęczyłam się, zauważyłam, że Kim się zatrzymała. Bardzo się zdziwiłam. Czyżby tak szybko odpuściła? Nie możliwe. Wiedziałam. Kim zdjęła buty i zaczęła biec. Otrząsnęłam się. Złapała mnie kolka, Ale nie mogłam pozwolić, aby ona mnie dogoniła i abym znowu musiała przechodzić przez to piekło. Ona była naprawdę szybka. Kolka była naprawdę nie do zniesienia, ale musiałam biec. Zobaczyłam zza rogiem taksówkę, czekała na swojego klienta. Musiałam tam dopiec, choć kolka rosła wraz z bólem. Taksówka była niedaleko. Kim została w tyle. Otworzyłam drzwi trzasnęłam nimi i krzyknęłam.
- Niech pan jedzie! - i samochód ruszył. 
- Zapłacisz mi za to podwójnie! - Usłyszałam Kim, która właśnie dobiegła do taksówki, ale nie zdążyła mnie zatrzymać. Strasznie dyszałam. 
- Przepraszam panienko, ale dokąd mam Cię wieźć? - zapytał uprzejmie taksówkarz.
- Ym...Tak? Słucham?
- To dokąd jedziemy?
- Przepraszam. Do domu. Znaczy niech pan jedzie do Londynu.
- Do Londynu? Ale to 120 km stąd. 
- Słucham to gdzie my jesteśmy?
- W Bardzo małej miejscowości. Na pewno panienka jej nie zna. 
- Możliwe, a czy mógłby mnie pan zawieść do Londynu? Oczywiście zapłacę.
- Oczywiście, że tak.
- Dziękuję panu bardzo. - i kierowaliśmy się w stronę Londynu. Jechaliśmy 2 godziny. Byliśmy w Londynie. 
- Dobrze, a na jakiej ulicy panienka mieszka?
- Nie wiem, od nie dawna tu mieszka. Ale to niedaleko centrum. Od centrum Wskaże panu drogę.
- Dobrze. - po 30 minutach byliśmy w centrum. - I gdzie teraz?
- W prawo, potem prosto, następnie w lewo. I ja wskaże budynek.
- Oczywiście. - Dojechałam do domu.
- To ile się należy? - zapytałam.
- 256 zł.
- Dobrze zaraz przyniosę, proszę poczekać wezmę z domu.
- Dobrze. Wbiegłam do domu. Mama z tatą siedzieli na kanapie w salonie. Kiedy usłyszeli otwierające się drzwi, szybko się odkręcili.
- Skarbie to ty. - rodzice wstali i szybko do mnie podbiegli. - Co się z Tobą stało?
- Zaraz wszystko opowiem, tylko muszę zapłacić taksówkarzowi. Dalibyście mi pieniądze?
- Oczywiście. Ile potrzebujesz?
- 256 zł.
- Skąd ty jechałaś, ale dobrze proszę. - Tata dał mi do ręki 500 zł.
- Tato, ale ja potrzebuję o 150 zł mniej.
- Wiem, ale daj mężczyźnie więcej. Za fatygę, w końcu musiałaś długo jechać skoro tyle płacisz. - uśmiechnął się tata, a ja odwzajemniłam mu uśmiech i wybiegłam. Dałam taksówkarzowi 500 zł. Bardzo się ucieszył. Podziękował i odjechał. Wróciłam do domu.
- Już jestem.
- Jak my się o Ciebie baliśmy. Co się z tobą stało.
- To długa historia.
- Nieważne, ale mów. - opowiedziałam rodzicom całą historie. Byli zszokowani. Wpatrywali się we mnie przez całe 10 minut jak zombie.
- Ale dlaczego ona to zrobiła? - zapytała mama.
- Bo niby zabrałam jej Harry'ego.
- Mówiłem, że chłopcy to same problemy.
- Tato byłeś chłopcem...
- No tak ale mądrym.
- Porozmawiam sobie z rodzicami tej Kim. - I dobrze jej tak! Niech dostanie za swoje. Poszłam na górę, wzięłam długą relaksującą kąpiel i wskoczyłam do łóżka byłam wyczerpana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz